whygoback

Zatoka Smutku

Dodaj komentarz

Wyobrażam sobie prostą i asfaltową drogę. Twardy grunt pod stopami. Z takim obrazem przed oczami próbowałam zasnąć, kiedy w pojedynku ocean vs Marta, wygrywać zaczął ocean. Do końca nie wiedziałam, czy cierpię chorobę morską – dotychczasowe kilkugodzinne przejażdżki łódką lub promem nie pozwalały się o tym przekonać. Konfrontacja z falami na oceanie Indyjskim lub posztormowym Bałtyku była na tyle krótka, że przypominała raczej przejażdżkę na karuzeli. Fala opada, adrenalina skacze, jest trochę strasznie, a trochę śmiesznie. Tu podobnie: na początku po wpłynięciu z kanału na otwarte morze była fascynacja falami i podziwianie tnącego je dzioba statku. Kiedy jednak przestajesz patrzeć na źródło tej uciechy i siedzisz na bujającym statku a zrobienie kilku kroków przypomina stan najwyższego upojenia alkoholowego, robi się mniej wesoło. Kolację  zaczęliśmy jeść, ale stwierdziliśmy, że nie jest to zbyt dobry pomysł. Dodatkowo, widok niektórych wspołpasażerów przegrywających z chorobą morską był  lekko deprymujacy. Bez mdłości, jednak w bezpiecznej pozycji połleżącej spędziliśmy kilka godzin w barze, by potem przenieść się do kajuty. Na dole bujało bardziej. Bujało tak bardzo, że wizja utwardzonej drogi pomogła zasnąć, by jak dziecko w kołysce obudzić się rano, po przepłynięciu Golfe de Pena, na spokojnych wodach patagońskich fiordów.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s