whygoback

Anything to declare? Yeah: Don’t go Rio!

2 komentarze

Nie jedźcie nigdy do Rio, a jeśli już z jakiegoś powodu tam traficie, to wychodźcie na ulicę w samych kąpielówkach, gdyż istnieje duże prawdopodobieństwo, że na koniec dnia i tak wam nic więcej nie zostanie.

Przybyliśmy do Rio po 4 dniach od przekroczenia granicy Brazylii. Zarówno Foz de Iguazu jak i wyspa Florianopolis nie wpisywały się w obraz strasznych miejsc, które mieliśmy zakodowane w głowie. Jeszcze bardziej naszą czujność uśpił nasz francuski gospodarz, u którego zatrzymaliśmy się noc, twierdząc, że mieszka tu już od 12 miesięcy, i Zona Sul, w której znajdują się najsłynniejsze plaże, jest całkowicie bezpieczna i bardzo przyjemna do życia. Zapomniał niestety dodać, że pójść na plażę, to jak pójść do faveli na spacer, bo może i istnieją dzielnice dla turystów i inne dla miejscowych, ale plaże są wspólne dla wszystkich, zarówno bogatych jak i biednych. Nie do końca świadomi tego, że od pierwszej chwili, gdy zeszliśmy na rozgrzany piasek z wypełnionej strażą miejską nadmorskiej promenady, obserwują nas dziesiątki czujnych oczu, prześwietlających potencjalną zawartość naszych placków. Niewyspani po nocnym locie, postanowiliśmy zjeść spóźnione śniadanie na plaży, jak to mamy w zwyczaju, gdy tylko jest to możliwe. Ipanema okazała się wspaniała, otoczona zielonymi wzgórzami, pełna turystów, rodzin z dziećmi i obwoźnych sprzedawców. Zahipnotyzowala nas i wciągnęła do swego wielobarwnego środka. Usiedliśmy na kandze  (duża chusta plażowa – ręczniki w Brazylii nie są cool), by chwilę napawać się widokami i na moment odpocząć przed dalszym zwiedzaniem. Nie mamy w zwyczaju zostawiać naszych rzeczy bez opieki i zawsze przynajmniej jedno z nas siedziało pomiędzy plecakami. Jednak musiała nastąpić jakaś chwilą dekoncentracji i wystarczyło na moment odwrócić wzrok, by jeden z placków nieodwracalnie zniknął. Na próżno potem się rozglądać w korowodzie barw, nie da się tam nic dostrzec. Plaża żyje, pulsuje, zaciera wszelkie ślady. Nie przypadkowo to mój plecak stał się łupem złodziei, przecież widzieli, jak parę minut wcześniej zrobiłem nam trzy pamiątkowe zdjęcia. Co gorsze, w plecaku z aparatem był także paszport i wiem, że trzeba go trzymać zawsze przy sobie, ale ciężko iść z nim do wody, która stanowiła jedyny azyl w 34-stopniowym upale. Jeśli dołoży się do tego, że jest piątek po południu, a w sobotę ma się lot do domu, to jest to najgorsza możliwa kombinacja i, choć trudno w to uwierzyć, takie rzeczy się zdarzają. Do pozytywnych aspektów całej tej smutnej historii można zaliczyć to, że część sprzętu jednak wyjąłem przed wyjściem z domu, a to, że zwinęli nam plecak tak niepostrzeżenie, możliwe, że oszczędziło nam napadu przy wyjściu z plaży. Niestety, nie byliśmy świadomi realiów panujących w Rio i mocno nie doszacowaliśmy zagrożenia, jakie niesie że sobą przebywanie w tym przeklętym mieście. Dlatego bardzo współczuję wszystkim turystom jeżdżącym na karnawał, oraz kibicom wybierającym się na Mundial czy Olimpiadę, wielu z nich skończy jak ja lub nawet gorzej. Media kreują obraz nowej, lepszej Brazylii, ale to tylko propaganda sukcesu w pogoni za pieniędzmi, jakie niosą że sobą takie imprezy.

Wracając do mojego przypadku, należy jeszcze wspomnieć o specjalnej policji turystycznej, która poza tym, że można się z nią porozumieć po angielsku, jest mało pomocna i udziela wielu błędnych informacji. Jednak jest niezbędna, żeby otrzymać oficjalny raport z kradzieży, który otwiera drogę do załatwienia dalszych formalności. W naszym przypadku było to przełożenie lotu (tu wielkie dzięki dla przemiłej pani z Alitalii, na lotnisku w Rio) i zdobycie tymczasowego paszportu, co wiąże się z wizytą w konsulacie RP, który znajdował się bardzo blisko jak na warunki brazylijskie, gdyż w odległym o zaledwie 6 godzin jazdy autobusem, Sao Paulo. Konsulat jak urząd, pracuje od poniedziałku do piątku, także mieliśmy sporo czasu, żeby się dostać do Sao Paulo. Lot udało się przełożyć bez opłat, na wylot też z Sao Paolo, niestety do Warszawy nie było już miejsc i musielibyśmy czekać jeszcze kolejne 10 dni, żeby wrócić bezpośrednio do Polski, także wybraliśmy Amsterdam i stamtąd udało nam się znaleźć w miarę tani lot domu. Dwa i pół dnia opóźnienia to i tak niedużo, jak na taki fuck-up, choć ciągle ciężko nam uwierzyć, że to w ogóle się stało.

Jedyne co można zrobić po takim doświadczeniu, to podzielić się zdobytą wiedzą:

1. Od 2008 nie ma konsulatu RP w Rio, można od razu darować sobie wycieczkę, pod wskazany przez policję adres.

2. Awaryjny kontakt do ambasady RP w Brasilii to 00556132128000, pod którym można uzyskać informację, gdzie znajduje się najbliższy konsulat i jak się z nim skontaktować.

3. Dyżurny numer dla konsulatu RP w Sao Paulo to 005511982386940, działa także w dni wolne od pracy.

4. Samo wyrobienie tymczasowego paszportu trwa nie dłużej niż jeden dzień (w naszym przypadku była to godzina, choć żaden urzędnik się pod tym nie podpisze), dobrze też mieć od razu że sobą 2 zdjęcia, koniecznie paszportowe.

5. Jeżeli w danym mieście nie ma konsulatu RP, można próbować uzyskać tymczasowy paszport w konsulacie dowolnego innego kraju UE, choć powiedziano nam, że nie wszystkie kraje respektują podpisane z Polską umowy, np. Francja i Niemcy.

Advertisements

2 thoughts on “Anything to declare? Yeah: Don’t go Rio!

  1. Ostro… nie ma to jak konkretny fuck-up na koniec wyjazdu.
    Już nigdy nie pojadę do Rio! i mam nadzieje, że awansujemy na Mundial ;]
    Dzięki za podzielenie się doświadczeniami!

  2. znaczy się…. mam nadzieje, że NIE awansujemy na Mundial!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s