whygoback

Gdzie kogut pieje całą noc

Dodaj komentarz

Z Lomboku kierujemy się spowrotem na Bali – i to od razu do serca wyspy, pachnącego kadzidłami,  tonącego w kwiatach i otoczonego polami ryżowymi Ubud. Miasto jest tłoczne i kolorowe. Wszyscy uśmiechają się do siebie. Nawet turyści spacerujący wolnym krokiem pośród oszałamiających soczystą zielenią pól mijają się z uśmiechem. Nie zostaniemy tu długo. Wzywają ocean i zachodnia i północna część wyspy, ale nie można odwiedzić Bali bez zanurzenia się w bogate życie kulturalne i religijne tego miasta. Na początek – świątynie. Bali to w końcu wyspa tysiąca świątyń a dla nas to dopiero pierwsza okazja, by nacieszyć oczy tymi architektonicznymi perełkami.  Udaje nam się wejść do Pura Taman Saraswati – świątyni bogini mądrości. Na szczęście, mamy ze sobą sarongi, które wkładamy przed wejściem na teren świątyni. Kiedy spostrzega nas jeden z doglądających przybytku, nie ma nic przeciw naszej obecności.

Swoje następne kroki kierujemy do Sanktuarium Małp (Mandala Wisata Wanara Wana). To święte miejsce wyznawców tzw. hinduizmu balijskiego i dom dla ponad 500 makaków.  I rzeczywiście, małpy są u siebie i, co więcej, nie należą do najbardziej gościnnych gospodarzy. Przekonuję się o tym osobiście, kiedy jedna z nich wbija się kłami w butelkę wody, którą beztrosko macham. Nie mam z nią szans. Butelka zostaje z małpą. Małpa łapczywie wypija całość pozostałej w butelce wody.

Ukoronowaniem wieczoru jest pokaz jednego z tradycyjnych tańców balijskich.  Tańców jest wiele, występów w mieście i na obrzeżach jeszcze więcej a nasza merytoryczna wiedza na temat tejże sztuki jest raczej nikła. Po krótkiej burzy mózgów, wspomagani krótkimi opisami w przewodniku decydujemy się na  tzw. Joged Dance. To spektakl składający się z kilku tańców, z których każdy przedstawia innego bohatera np. egzotycznego ptaka albo wojownika szykującego się do walki. Ponieważ jesteśmy w tej dziedzinie laikami i nie mamy preferencji, co do występujących trup (tych jest oczywiście wiele i cieszą się różną popularnością) ten taniec zachęca nas dzięki swej różnorodności. Dodatkowo, występy odbywają się w Pałacu Na Wodzie, który po zachodzie słońca i subtelnie podświetlony zapewnia wrażenia wręcz mistyczne.

Występ zaczyna się krótkim wprowadzeniem muzycznym. Zespół składający się z samych mężczyzn gra na różnego rodzaju bębenkach i cymbałkach. Wydobywające się z instrumentów dźwięki są radosne, łagodne a jednocześnie energetyzujące i powoli budują napięcie. Kiedy na scenę wychodzą tancerki z koszykami kwiatów, emocje sięgają zenitu.

Tancerki rozpoczynają taniec powitalny (Panyembrama) a my zastygamy z wrażenia. Jeszcze nigdy nie widziałam w niczyich ruchach takiej precyzji. Ważny jest każdy gest, nawet mały palec dłoni, wygięty  – wydawałoby się – w nienaturalny sposób i drgający z różną intensywnością. Ważna jest uniesiona i lekko przechylona stopa i wreszcie – ważne jest każde spojrzenie. Nie wiedziałam, że można tańczyć oczami, a jednak! Na scenę wychodzi tancerka w stroju wojownika i zaczyna swoim ciałem snuć opowieść. Jest czas pokoju, czas niepewności, przygotowania do bitwy i walka. Tancerka wykonuje szybki ruch i wyciąga się ku górze, podczas gdy hipnotyzujące spojrzenie wielkich, ostro umalowanych oczu kieruje w dół. Oko tancerki jest w nieustanym ruchu. Taniec balijski, sposób w jaki się poruszają w niczym nie przypomina ruchu Europejczyków czy Amerykanów. Mamy okazję dokładnie się o tym przekonać, gdy na koniec tancerki zapraszają na scenę ochotników, aby wykonać tytułowy Joged Dance, czyli taniec flirtu. Gdyby pokusić się o pewne uogólnienie, można by powiedzieć, że nasze ruchy są płynne, miękkie, są pochodną tańców latynoamerykańskich podczas, gdy w ruchach tańca balijskiego ważna jest ostrość i dynamika, precyzja która czasem upodabnia artystki  do robotów.

Jeśli ktoś zapyta mnie, co jest na Bali najbardziej charakterystyczne, bez wahania odpowiem, że jest to pianie koguta. Dziesięć dni spędzonych na pachnącej kadzidłami, zielonej wyspie to nie tylko wulkaniczne, czarne plaże i wzburzone fale oceanu indyjskiego na  południowym zachodzie, czy bajkowa  świątynia Pura Tanah Lot, gdzie można napić się wody ze świętego źródła i podziwiać malowniczo zaaranżowaną  scenerię, by robiła na zwiedzających jeszcze większe wrażenie. Bali to przede wszystkim pianie koguta, które słychać o każdej porze dnia i nocy, z którym rozstajemy się wraz z opuszczeniem tej przyjaznej i pogodnej wyspy. Pianie kogutów przegrywa z nawoływaniami muezinów z gęsto rozsianych na Jawie meczetów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s