whygoback

Oko wulkanu

Dodaj komentarz

Pobyt na Jawie zaczynamy od zajrzenia do wnętrza ziemi. Naszym pierwszym celem i głównym celem jest oczywiście Bromo (2392 m.), czyli najbardziej popularny i rozpoznawalny wulkan Indonezji. Kierujemy się do Cemoro Lawang, małej wioski leżącej na skraju krateru. Na skutek erupcji powstała tzw. kaldera, czyli zagłębienie o średnicy 10 km, w którym wypiętrzyły się kolejne wulkany: Gunung Bromo, Batok (2440 m.) i Kursi (2581 m.) W wiosce życie toczy się ospale, swoim własnym torem. Mężczyźni z plemienia Tengger stoją i dyskutują na skraju drogi, owinięci w tradycyjne muzułmańskie (czyli zszyte brzegami) sarongi. Każdy ma inne kolory i wzór. Każdy jest praktycznym szalem, odzieniem, dywanikiem, na którym można uklęknąć i pomodlić się lub dodatkową ochroną przed wiatrem lub unoszącym się w powietrzu wszechobecnym wulkanicznym pyłem. Na zboczu starego krateru rolnicy beztrosko uprawiają cebulę. Wszystko zależy od perspektywy: my wyruszamy by poznać nieznane i schodzimy w dół krateru, do otaczającego stożki wulkanów Morza Piasku (Laut Pasir), w którym panuje regularna burza piaskowa a uśmiechnięta staruszka obok nas dziarskim krokiem zmierza do poletka, by dojrzeć upraw. Dla jednego przygoda, dla drugiego dzień jak co dzień.

Na dole krajobraz przypomina scenerię z Gwiezdnych Wojen. Kiedy na chwilę ustaje wiatr a wirujący w powietrzu piasek opada, wyłaniają się przed nam Gunung Bromo i Batok a także zarys hinduistycznej świątyni (Pura Luhur Poten) uczęszczanej przez liczną w okolicy mniejszość wyznawców hinduizmu. Przejście przez „morze” zajmuje nam około 40 minut. Co jakiś czas mija nas jedynie jeździec na koniu i oferuje transport do podnóża Bromo. U stóp wulkanu zdajemy sobie sprawę, że poza nami nie ma żadnych turystów. Na wulkan wchodzą jedynie lokalni mieszkańcy, aby złożyć ofiarę duchom wulkanu – wrzucają do krateru jedzenie, głównie cebulę, pora, marchewkę. Wielkie jest nasze zaskoczenie, kiedy w panującej zawierusze i unoszącym się pyle w dole, poniżej krawędzi krateru dostrzegamy ludzi! To żebracy, którzy zbierają wrzucone dla duchów dary. My również wrzucamy ofiarę – specjalny bukiecik z ususzonych kwiatów, który kupiliśmy na dole. Bukiecik znika, kiedy stoimy zapatrzeni w opary wydobywające się z wnętrza ziemi. Po kilku minutach oczy zaczynają już łzawić niemiłosiernie a widoczność cały czas się pogarsza. Schodzimy na dół. Droga powrotna w tumanach piasku nie wydaje się już tak ekscytująca i chcemy już wejść na górę i zobaczyć wyraźnie słońce. Dopiero po wyjściu z krateru, uświadamiam sobie, że po pierwsze „zdobyliśmy” Bromo w niecałe 2 godziny. Po trzech dniach trekkingu na Rinjanim wydaje się to zaledwie przechadzką. Po drugie, przypominam sobie, że oszołomiona bliskością i dostępnością wulkanu zupełnie zapomniałam, że mieliśmy na niego nie wchodzić, bo Bromo jest przecież wulkanem aktywnym, a ostatnia erupcja miała miejsce w styczniu 2011 roku! W planach mamy przecież zaplanowane na następny dzień wejście na Gunung Penanjakan (2770 m.), skąd rozpościera się spektakularna panorama na Bromo i całą okolicę.

Zajrzenie do wnętrza Bromo nie torpeduje oryginalnego planu. Kolejny dzień to pobudka o 3 nad ranem i 3-godzinne podejście na Penanjakan, z którego rozpościerający się widok zapiera dech w piersiach: czyste niebo, doskonała widoczność, światło wschodzącego słońca i dymiące stożki wulkanów w kalderze.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s