whygoback

Szlakiem górskich kazb

Dodaj komentarz

Dwudniową przeprawę z Marakeszu na pustynię okraszamy nowymi słowami. Tak jak na Sri Lance nie było dnia bez wypowiedzenia słów dagoba, stupa czy Budda, tak tu do codziennego słownika wkraczają: kazba, ksar, agadir. To jeden z tych fajnych momentów poznawania kraju lub kultury, kiedy zaczynasz używać nowych słów w miarę jak oswajasz nowy kawałek rzeczywistości.

Wyjazd z Marakeszu nie był prosty. Każde włączenie się do ruchu to wyższa szkoła jazdy. Nagle, równocześnie ze wszystkich kierunków, nadjeżdżają osły, rowerzyści, motory, skutery i konne dorożki, a do tego beztroscy piesi przechadzają się spokojnie środkiem kilkupasmowych ulic. Na szczęście miasto nie jest duże i już po chwili znajdujemy się na pustej szosie wiodącej przez góry Atlasu Wysokiego m.in. przez imponującą górską przełęcz Tizi-n-Tichka (2260 m n.p.m.).  Droga wybudowana przez Francuzów w latach 20tych do dziś uchodzi za majstersztyk inżynierii drogowej. Nie oszczędzali dynamitu i trzeba przyznać, że mieli fantazję. Trasa wije się imponujący sposób, dookoła hula przestrzeń i przeszywający górski wiatr, a kolory otaczających nas zboczy wykraczają poza normalną percepcję.

20130423143924_IMG_0831

Tizi-n-Tichka

Tizi-n-Tichka

Tizi-n-TichkaKrajobraz jest niby podobny, a jednak za każdym zakrętem trochę inny, przez co zatrzymujemy się co chwilę, żeby zrobić zdjęcie. Prędkość z jaką pokonujemy koleje odcinki drogi  trochę spada, ale kto nie zatrzymałby się w takim miejscu, delektując się sokiem z pomarańczy. W dodatku „lepszym sokiem, ze 100% owoców, nie to, co ten rozwodniony w Marakeszu!” . Na sok się skusiliśmy, a pogawędkę z gospodarzem odbyliśmy okraszając ją przy tym wyuczonymi „szukran bzef” (dziękuję bardzo)  i „bnin” (dobry). Pan gospodarz docenił nasze wysiłki, gdyż na drogę dostaliśmy prezent w postaci gum do żucia o smaku… jakby tektury.

Tizi-n-Tichka

Tizi-n-Tichka

Tizi-n-Tichka

Głównym celem dnia jest dojechać do glinianej kazby Aït-Ben-Haddou na zachód słońca. Czasu jest jeszcze trochę a opisem kusi położona w górach i mniej dostępna kazba rodu Glaoui w berberyjskiej wiosce Telouet. Kusi tym bardziej, że powoli niszczeje i choć są plany jej odrestaurowania, realizacja pozostawia wiele do życzenia. Jej część grozi zawaleniem i można ją zwiedzać tylko z przewodnikiem, którym zostaje Izaak. Pochodzi z tych stron, jest Berberem i w ogóle mu się nie śpieszy. My chcemy zwiedzać już, od razu, bo na co tu czekać, no i Aït-Ben-Haddou, i zachód słońca, i przecież wszystko zaplanowane… Izaak kwituje: „Kto się śpieszy, ten już umarł” i zaprasza nas na herbatę. Doceniamy gościnność, ale tak naprawdę nasz samozwańczy przewodnik chce jeszcze kogoś dokooptować do wycieczki. Czekamy umówione 10 minut sącząc – jak ją zwą –  berber whisky. Dołącza do nas dwójka Francuzów, złapanych na drodze i po chwili przemierzamy już magiczne korytarze kazby, która rzeczywiście zachwyca popadającymi w ruinę wnętrzami, zdobieniami, mozaikami i ornamentami. Nic dziwnego, że błogie chwile spędzali w gościach u Paszy jeszcze na początku XX w. Winston Churchill czy Generał Patton.

Telouet

Telouet

Telouet

Telouet

Telouet

Telouet

TelouetOstatni odcinek trasy to niedawno wybudowana w górach droga, którą poleca nam Izaak. Skały mieniące się różnymi odcieniami i ukryte w górach wioski, które wydaja się być opustoszałe, zapierają dech w piersiach. Znowu tempa nie mamy zbyt szybkiego, ale z drugiej strony kręta trasa nie zachęca do rozwijania zawrotnych prędkości. Poza tym droga jest bardzo wąska i aby minąć się z kimś z naprzeciwka jeden z kierowców musi zjechać na skaliste pobocze, przy czym nie ma co liczyć, że z drogi ustąpi marokański taksówkarz pędzący swym zabytkowym Mercedesem.

TelouetTuż przed zachodem słońca docieramy do Aït-Ben-Haddou – północnoafrykańskiego Hollywood. Przewodnik znajduję się od razu i z dumą oświadcza, że niedawno zakończyli tu zdjęcia do nowego sezonu „Gry o Tron”. Gliniana wioska jest mniejsza, niż się spodziewaliśmy, ale w świetle zachodzącego słońca wygląda pięknie, a kluczenie jej wąskimi uliczkami rzeczywiście pozwala poczuć się, jak w jakiejś egzotyczno-historycznej krainie, którą faktycznie przy odrobinie wyobraźni można zaadoptować do dowolnej fabuły. Dzięki naszemu przewodnikowi wychodzimy jednak poza hollywoodzkie anegdoty. Wyjaśnia nam, co to takiego kazba (ufortyfikowana część ksaru, czyli wioski) i agadir (spichlerz) oraz że od niedawna w Maroku pojawił się koncept eko-turystyki,  w który jest mocno zaangażowany, no i że nie pogardziłby żubrówką.

Dzięki motywacji Leszka (lub rosnącym akurat ósemkom) Aït-Ben-Haddou możemy przedstawić o zachodzie, jak również o wschodzie słońca.

Aït-Ben-Haddou

Aït-Ben-Haddou

Aït-Ben-Haddou

Aït-Ben-Haddou

Aït-Ben-Haddou

Aït-Ben-HaddouNowy dzień przynosi zmianę krajobrazu. Nadal jesteśmy w górach, ale w oddali pojawia się więcej zieleni. To dzięki bujnym gajom palmowym wypełniającym dolinę Draa i najdłuższej rzece w całym Maroku. Do Zagory, gdzie zamierzamy zatrzymać się na noc, mamy około 100 km, więc kolejno zatrzymujemy się w rozrzuconych na pustkowiu wioskach zbudowanych z czerwonej gliny. Adrenalina skacze nam trochę podczas zwiedzania 300-letniej kazby Ouled Othmane. Teoretycznie, niedawno została odnowiona. W praktyce, niczym saperzy na polu minowym, podążamy za przewodnikiem, który ostrożnie stąpa przy ścianach i radzi, gdzie postawić nogę, żeby nie wrócić w tempie ekspresowym na parter. Obchodzimy szerokim łukiem dziury w podłodze ze słomy i gliny i zastanawiamy się, czy to normalne, że wszystko nam pod nogami drga lub się ugina.

 Tizin-n-Tinififft

Dolina Draa

Ouled Othmane

Ouled Othmane

Ouled Othmane

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s