whygoback

Triniedzielnaja

2 komentarze

Z jednej strony nie ma się czym chwalić: nie wiedzieć, ile pięknych miejsc ma własny kraj do zaproponowania.  Ale z drugiej strony,  jakie to fajne:  stale zaskakiwać się, ILE własny kraj na do zaproponowania i wrócić z dwudniowego wypadu z tyloma wrażeniami!

Tatarski szlak kusił nas już od jakiegoś czasu, więc przy pierwszym wolnym weekendzie nie zastanawialiśmy się zbyt długo. Rowery na dach i w piątek przed północą rozbijaliśmy się na dziko  z namiotem nad zalewem Czapielówka, wsłuchując się w koncert słowików,  by już z rana poszukać bazy na samym Szlaku. Padło na nowe gospodarstwo agroturystyczne w wiosce Drahle.  Pan właściciel z rana był nieco zaskoczony gośćmi chcącymi nocować w ogrodzie, więc sami mogliśmy ustalić ceny campingu. Wieczorem zaczął się już w nim odzywać instynkt biznesmena i za dodatkowe usługi (np. gaz w kuchni) kazał już sobie płacić.  Nie ma co winić właściciela, gdyż na budowę swojej hacjendy poświęcił ostatnie 3 lata i trzeba przyznać, że musiał się napracować. Takie piękne pokoje a jednych z pierwszych gości interesuje jedynie kawałek trawy.

Zalew Czapielówka

Drahle - właściciel i budowniczy Rościsławówki
 Drahle

Drahle  Drahle

Drahle

Podlasie jest wymarzonym miejscem dla rowerowych eskapad.  Ruch w zasadzie żaden,  można pedałować i beztrosko rozglądać się na boki podziwiając sielskie widoki,  kolorowe pola i ukwiecone łąki.  Niedoświadczonej rowerzystce (czyt.  Marcie;-)) mina rzedła na widok niektórych podjazdów,  ale ostatecznie cała zaplanowana trasa została przejechana a każda górka zdobyta.

Bohoniki

Bohoniki

Malawicze Górne

Malawicze Górne

Malawicze Górne

Usnarz Górny

Usnarz Górny

Drahle

Zgłębiać tatarska kulturę zaczęliśmy w Bohonikach.  Nie dane nam było wejść do meczetu,  bo opiekujący się nim imam odprawiał akurat pogrzeb na pobliskim cmentarzu (mizarze).

Meczet w Bohonikach

Z Bohoników udaliśmy się do Samogrodu i Jurowlan, aby przyjrzeć się dwóm starym cerkwiom, które na szczęście powoli są odrestaurowywane. Ostatnim celem były Krynki, wieś, której udało się zachować swój wielkomiejski charakter, pomimo odebrania jej w latach 50-tych praw miejskich . W dużej mierze dzięki 12 -ramiennemu rondu, które konkurencję może znaleźć jedynie w Paryżu.

Cerkiew w Samogrodzie

Jurowlany

Cerkiew w Krynkach

Następnego dnia udaliśmy się do swoistej stolicy regionu,  czyli do Kruszynian zwanych kiedyś triniedzielnaja.  Nazwa uzasadniona była tym,  że zamieszkujący wieś  muzułmanie świętowali w piątek, w sobotę Żydzi, a w niedzielę katolicy i prawosławni. Prawdziwy tygiel kulturowy!

Meczet w Kruszynianach

Meczet w Kruszynianach

Mizar w Kruszynianach

Mizar w Kruszynianach

Po zwiedzaniu meczetu i pobliskiego mizaru mocno kusiło nas tatarskie jadło ze sławnym pieriekaczewnikiem, ale że byliśmy dopiero po śniadaniu, nie dało się wymyślić argumentu przemawiającego  za obiadem.  Zregenerowani – jakże by inaczej -kawą i herbatą po tatarsku, udaliśmy się do muzeum ikon w Supraślu.

Muzeum Ikon w Supraślu

Muzeum Ikon w Supraślu

Muzeum Ikon w Supraślu

Advertisements

2 thoughts on “Triniedzielnaja

  1. no nieeeee!! byc w Kruszynianach i nie zjesc u Dzennety Bogdanowicz?? po co jedliscie sniadanie? 🙂

    • Wbrew pozorom było to przemyślane. Dostaliśmy namiar namiar na tatarską knajpę w Supraślu. Może po rodzinie, ale było warto 😉 Mamy już plan na drugą wizytę, bo wszystkiego nie dało się zobaczyć, więc i Dżenneta nie ucieknie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s