whygoback

And the winner is …

Dodaj komentarz

Tak, wiem, byłam górską abnegatką. Jedną z tych, co zawsze jeździ nad morze, a nie w góry. Znałam Morskie Oko i Dolinę Pięciu Stawów (choć gdy tam byłam, była taka mgła, że nie było widać absolutnie żadnego stawu, więc musiałam wierzyć na słowo) a dzięki szkolnym wycieczkom udało się zobaczyć Śnieżkę i Szrenicę. No i rodzice raz zaprowadzili w Pieniny. W sumie tyle.

Dopiero podczas dalszych podróży zaczęłam doceniać piękno gór i uwierzyłam, że wchodzenie na nie naprawdę ma sens! Wylałam siódme poty wchodząc na wulkan Rinjani, a pod koniec każdej 9-godzinnej wspinaczki musiałam serwować sobie pseudo-motywacyjne gadki z serii „Dasz radę”, żeby wspiąć się te ostatnie 100 metrów. I co? I było warto, a widoki z wulkanu, który możecie podziwiać tutaj, są jednym z mocniejszych wspomnieć z tego wyjazdu i walczą o podium z obrazami plaż na Bali czy Lomboku.

Jak tylko Leszek zobaczył, że złapałam bakcyla, od razu podróż do Ameryki Południowej zyskała jeden ważny element: trekking w argentyńskich Andach wokół granitowej wieży Fitz Roy. Ostatni etap podejścia na Paso del Quadro, który okazał się regularną wspinaczką (rąk trzeba było używać!), był dla mnie porządnym zastrzykiem adrenaliny, a ostre zaśnieżone skały i lodowiec na długą zostaną w pamięci.

Na trekking w Nepalu nie trzeba było już mnie namawiać. Himalajskim widokom ciężko się oprzeć i choć odwiedziliśmy Nepal zimą i w planach trekkingu nie było, bez chwili zawahania z Chitwanu pojechaliśmy do Kathmandu, aby stamtąd wyruszyć na Helambu. Po pięciu dniach spędzonych w himalajskich dolinach jasne stało się, że do Nepalu wrócimy, żeby poznać słynną trasę wokół Annapurny i nieodkryty Langtang Heritage Trail.  Kiedy pokonamy te dwie trasy, to z czystym sumieniem będzie można odpocząć na Andamanach. Pomysł na wyjazd już jest. Miejmy nadzieję, że wrażenia z tej trasy będziemy mieć okazję opisać na blogu w bliższej a nie dalszej przyszłości.

W kwietniu byliśmy w Kostaryce. Z czym się kojarzy ten mały kraj? Oczywiście z morzem, kilometrami plaż i płaskimi jak stół plantacjami palm, bananów i ananasów. Kostarykańskie obrazki, które będą urozmaiceniem tego zestawu skojarzeń już niedługo przedstawimy na blogu. Jednym z nich będzie  Cerro Chirripo – najwyższy szczyt Ameryki Centralnej. Przy układaniu  planu wyjazdu jasne było (już nie tylko dla Leszka), że idziemy na ten trekking. I tylko w tym celu w tropiki trzeba było spakować rękawiczki, termala i śpiwór. I było warto!

Po powrocie z Kostaryki dumnie chwaląc się kolejnym zdobytym szczytem (najwyższym w życiu!), uświadomiłam sobie z całą mocą, że nie znam gór we własnym kraju! Trzeba było zatem szybko zmienić ten stan rzeczy i wybrać się  na kilka dni na korepetycje z Tatr. Chyba zaliczyłam na 5 🙂 A Leszek dokumentował, czego wspaniały efekt, można podziwiać poniżej.

Jaką przysłowiową własną Amerykę odkryłam podczas tych kilku dni? Że Tatry są piękne! Że widoki zapierają dech, że nie trzeba jechać daleko, żeby nacieszyć oczy paletą odcieni barw, linii ostrych stawiających wyzwania  i obłych, zachęcających do refleksyjnej wędrówki. Gdyby wszystkie opisane tu  miejsca miały walczyć o miejsce na podium, na pierwszej pozycji byłby spory tłok.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s