whygoback


Dodaj komentarz

Machu Picchu (nie)odkrywczo

Bałam się, że się rozczaruję. Że po tysiącach zdjęć i tych wszystkich znanych na pamięć kadrach niczym nie zaskoczy. I że wystawienie się na żer setkom krwiożerczych mini komarów okaże się zbyt wielki poświęceniem 🙂

Z wielką przyjemnością mogę jednak powiedzieć, że było warto a widok wyłaniających się z porannej mgły tajemniczych budowli robi niesamowite wrażenie. Czapki z głów dla budowniczych Machu Picchu i ich podejrzanie równych inkaskich murów. Czytaj dalej


Dodaj komentarz

And the winner is …

Tak, wiem, byłam górską abnegatką. Jedną z tych, co zawsze jeździ nad morze, a nie w góry. Znałam Morskie Oko i Dolinę Pięciu Stawów (choć gdy tam byłam, była taka mgła, że nie było widać absolutnie żadnego stawu, więc musiałam wierzyć na słowo) a dzięki szkolnym wycieczkom udało się zobaczyć Śnieżkę i Szrenicę. No i rodzice raz zaprowadzili w Pieniny. W sumie tyle. Czytaj dalej


Dodaj komentarz

5 wymiarów Nepalu

WĘCH
Wszędzie pachnie jedzenie.  W powietrzu unosi się zapach aromatycznej masali i tajemniczych przypraw.  I to nie tylko z prostych jadłodajni czy restauracji,  ale z niemal wszystkich domów. Wędrując ulicami Pokhary doświadczamy permanentnego ślinotoku, a nasze kubki smakowe szaleją. Zapachy dobiegające z domów dodatkowo ocieplają pierwsze i tak pozytywne wrażenie. Zapach jedzenia to zapach domu, kojarzy się z rodziną i podstawowym bezpieczeństwem. Wędrując nieznanymi ulicami czujemy aromatyczny zapach gotującej się kolacji i od razu uśmiech pojawia się na naszych twarzach.  Przecież pośród takich zapachów musi być wspaniale!

image

SMAK
Nowe zapachy to nowe smaki. W pierwszych dniach poznajemy Nepal od kuchni. Delektujemy się pierożkami momo,  ostro – kwaśną zupą z kurczaka, warzywnym curry z daalem i najlepszą na świecie masalą.  Do Indii na razie się nię wybieramy, ale bliskość tego kraju to najlepsze,  co mogło spotkać nasze szalejące  ze szczęścia podniebienia. Wpływ tej kuchni doceniamy najbardziej. Za każdy posiłek dziękujemy, jakby był ostatnim w życiu. To bardzo dużo „dziękuję „- zwłaszcza dla Nepalczyków,  w których języku to słowo w zasadzie nie jest używane. Ale i tak wolimy pozostać  przy niewielkim niezrozumieniu kulturowym,  bo jak tu nie dziękować za coś tak pysznego?

image

SŁUCH
Muzyka towarzyszy nam przez zwiększą część dnia. Idziemy skrajem lasu i z wioski dobiegają dźwięki lokalnej muzyki.  Na polu ryżowym widzimy tańce i hulanki mieszkańców wioski.
W drodze do Pagody na wzgórzu nad Pokharaą towarzyszą nam dźwięki fletów i bębnów zgrane w pozytywnej tonacji. W malutkiej wiosce gdzieś pomiędzy Tansenem a Ghansalem witają nas hinduskie melodie.  Niczym soundtrack do sielskiego kadru.
Większym wyzwaniem jest „strefa disco” na festiwalu ulicznym w Pokharze, występująca w kilkudziesieciu odsłonach wzdłuż niemal calej Lakeside Road. Ogłaszajace dudnienie zachodnich hitów w lokalnym wykonaniu to już mniejsza frajda,  więc czym prędzej szukamy miejsca,  w którym rozlegać się będą hipnotyzyjące dźwięki mantr.

image

WZROK
Czerwony, bordowy, karminowy.  To przeważający kolor w strojach nepalskich kobiet i buddyjskich mnichów.  Żywe kolory sari odcinają się od intensywnego niebieskiego nieba i zieleni jeziora Phewa w Pokharze i brązowych drewnianych ścian domów ludu Newari w Tansenie. Pośród pyłu unoszacego się nad pozostawiającymi wiele do życzenia drogami feerią kolorów wyróżniają się ozdobione świecidełkami autobusy i ciężarówki. Kulminacyjnym punktem Nepalskiego krajobrazu,  jest śnieżna biel himalajskich szczytów.  Te natomiast – nie chcąc być gorsze – mienią się odcieniami pomarańczy i różu o wschodzie i zachodzie słońca.

image

DOTYK
Czego nie dotkniesz,  pokryte jest grubą warstwą pyłu. Butelka coli z przydrożnego sklepu to kilkumilimetrowa warstwą kurzu,  którą sprzedawca próbuje daremnie zetrzeć.  Spacer ruchliwą ulicą centralnej Pokhary, oznacza pokrycie się grubą warstwą pyłu.
Niektórzy mieszkańcy noszą maski na twarzach,  zwłaszcza podczas jazdy na motorze,  ale wszędobylski pył to mocny przeciwnik i nie daje tak łatwo za wygraną.  Od kurzu uciekamy w lesie w Tansenie. Świeższe powietrze i soczysta zieleń pozwalają odetchnąć i zaczerpnąć głębokiego oddechu.
image